strona główna
[...] W tym czasie kiedy Lidia zachorowała, przybyły na wezwanie lekarz stwierdził schorzenie wątroby i przepisał odpowiednie leki. Ponieważ poprawa
nie następowała, wezwano innego lekarza, który rozpoznał bilharcjozę i zastosował zupełnie inne lekarstwa. Mimo to chora czuła się coraz gorzej.
Rodzice byli zmuszeni zasięgnąć rady znanego internisty, który zdiagnozował niewydolność serca i skierował Lidię do szpitala w Pietermaritzburgu.
Gdy stan pacjentki był już krytyczny, lekarze uprzedzili rodziców, iż muszą liczyć się z najgorszym. Matka Lidii i członkowie zboru Erla uważali,
że byłoby lepiej, gdyby dziewczyna umarła w domu, a nie w szpitalu. Przywieziono więc ją do Domu Modlitwy Erla w pobliżu Kranskop. Obecna była
większość członków Zboru. Wszyscy modlili się. Lidia była bardzo osłabiona. Od wielu tygodni nie mogła jeść, zwracała nawet mleko. W dniu 8. kwietnia
nastąpiły niezwykłe wydarzenia, które dla wszystkich obecnych stały się źródłem niezapomnianych przeżyć. Już przed południem widać było, że pacjentka
umiera. Duch Lidii unosił się już w niewidzialnym świecie. Miała jedną wizję po drugiej i opowiadała o nich jednocześnie swoim przyjaciołom...
Widział stromy pagórek, na który prowadziła szeroka droga. Szło nią wielu ludzi. Większość z nich sądziła, że ta szeroka droga prowadzi do nieba,
ale każdy z idących robił to, na co miął ochotę. Niektórzy dźwigali ciężkie bagaże, wielu śpiewało wesołe piosenki, jakiś młodzieniec tańczył.
Ktoś spytał go: "Dokąd idziesz"? "Oczywiście do nieba" - odpowiedział i w jednej chwili wpadł w jakąś jamę, i zniknął. Spadając zawołał: "Zmarnowałem
mój czas! Gdzie teraz odnajdę Jezusa"? I już Go nie odnalazł. Niektórzy, idąc szeroką drogą, modlili się i uważali, iż są pobożni. Inni byli dumni
ze swej moralności i obyczajności, i parli do przodu pewni siebie. Na tej drodze Lidia widziała ludzi różnych ras i kolorów skóry, przedstawicieli
wszystkich zawodów: lekarzy, sędziów, księży, nauczycieli, kupców, złodziei, filozofów, socjalistów, ministrów, gazeciarzy. Każdy z nich myślał,
iż jest w porządku i był z siebie zadowolony.
Wielu kroczących tą drogą widziało w oddali wąską drogę, prowadzącą w górę i mówiło: "Ta wąska droga jest zbyt stroma i uciążliwa. Nie stać nas na
taki wysiłek. Dlaczego nie moglibyśmy również dojść do celu krocząc szeroką drogą"? Działała na własną zgubę także grupa złożona z tych osób, które
nie szły razem z innymi szeroką drogą. Ci ludzie nie interesowali się doczesnymi sprawami. Szukali więc jakiejś innej drogi, lecz nie mogli jej
znaleźć. Szli tuż obok wąskiej drogi, lecz jej nie widzieli. Dotknięci byli ślepotą. Dlaczego byli zaślepieni, umierająca nie wiedziała.
DALEJ
Seminaria Waltera Veitha
Seria szokującuch wykładów prof. Waltera Veitha
Filmy dostepne są przez ftp
TUTAJ LINK
(...) w tym momencie PAN przemówił do mnie donośnym głosem. Powiedział:
. Oczywiście, odpowiedziałem, jednak po chwili dodałem: "Ależ Panie, przecież ja nie umiem mówić!".
Dwie noce później, Pan dał mi kolejne widzenie. Ujrzałem anioła. W ręku
trzymał łańcuch przytwierdzony do drzwi, które zdawały się wypełniać całe
niebo. Otworzył je, a za nimi, tak daleko jak wzrokiem sięgnąć, znajdowali się
ludzie - dusze [...] PAN przemówił do mnie ponownie. Bardzo jasno powiedział:
"Jeśli nie będziesz głosił, staniesz się odpowiedzialnym za każdego kto tam
wpadnie". Nagle zorientowałem się, że to wszystko co zaszło w moim życiu
zdarzyło się po to, bym głosił Ewangelię...
Byłem księdzem:
świadectwa byłych księdzy a obecnie pastorów wspólnot ewangelicznych na terenie Polski:
George Orwell
1984
George Orwell - "Rok 1984"