|
|
|
|
|
Patrzałem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata
Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny.
Tron Jego był z ognistych płomieni, jego koła - płonący ogień. Strumień
ognia się rozlewał i wypływał od Niego.
Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało
przed Nim.
Sąd zasiadł i otwarto księgi.
Księga Daniela 7, 9-10 (BT) |
I przypatrywałem się, aż one stolice postawione były, a Starodawny usiadł, którego szata była jak śnieg biała,
a włosy głowy Jego jako wełna czysta, stolica Jego jako płomienie ogniste, a koła jéj jako ogień gorejący.
Rzeka ognista płynąc wychodziła od oblicza Jego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięćkroć tysiąc tysięcy stało przed Nim;
sąd zasiadł, a księgi otworzone były.
Ksiega Daniela 7, 9-10 (BG) |
|
|
[...] Słuchałem Mądrości1 i nie wyobrażałem sobie, że ktokolwiek, nawet ten wielki obłok świadków2, chciałby w obecności Pana3
pragnąć autorytetu czy pozycji. Zdawało się mi, że z każdą chwilą tutaj
spędzoną, Pan stawał się coraz wspanialszy w swojej chwale i
autorytecie. Wiedziałem także, że wciąż jeszcze posiadam niepełny Jego
wizerunek. Podobnie jak wszechświat rozwija się bardzo szybko i jego
wielkość jest już nie do ogarnięcia, tak też nasze objawienie Pana
będzie rozszerzać się w wieczności. "Jakim sposobem zwykli ludzie mieli
prawo kiedykolwiek Cię reprezentować"? - zapytałem.
Kiedy Mój Ojciec rusza swoim małym palcem, cały świat drży.
Wstrząśnięcie narodów słowami nie robi wrażenia na nikim, kto mieszka
tutaj. Kiedy jednak najmniejszy z Moich braci na ziemi okazuje miłość,
wywołuje radość w sercu Ojca. Kiedy najbardziej pokorny kościół śpiewa
dla Niego, a ma w sercu szczerą miłość, On ucisza całe niebo, aby go
słuchać. Wie, że tutaj, gdzie widzi się Jego chwałę, nikt nie może
czynić nic innego oprócz uwielbienia. Lecz kiedy Ci, którzy żyją pośród
ciemności i mimo trudności śpiewają Mu ze szczerych serc, dotyka Go to
bardziej niż wszystkie miriady4 nieba.
Wiele razy unoszące się z ziemi nuty złamanych serc sprawiały, że całe
niebo płakało z radości, widząc Ojca, którego to dotykało. Niektórzy
święci zmagający się, by wyrazić Mu uwielbienie, często sprawiali, że
On sam płakał. Za każdym razem, kiedy widzę, jak Moi bracia dotykają
Jego serca prawdziwym uwielbieniem, ból i smutek, których zaznałem na
krzyżu, wydają się za to niewielką ceną. Nic nie sprawia większej
radości, niż kiedy wy wielbicie Mojego Ojca. Poszedłem na krzyż,
abyście mogli wielbić Go przeze Mnie. Właśnie poprzez autentyczne
uwielbienie Mój Ojciec i Ja stajemy się jedno.
Emocje towarzyszące Panu, kiedy mówił i wszystko to, czego przed chwilą
doznałem były większe niż to, czego dotychczas doświadczyłem. On nie
płakał, ani się nie śmiał; Jego głos był stabilny, ale to, co mówił na
temat uwielbienia, wydostawało się z Jego wnętrza w taki sposób, że
ledwo mogłem to udźwignąć. Wiedziałem, że to, czego pragnie Syn Boży,
to widok radości Swego Ojca. Prawdziwe uwielbienie zaangażowanych w
walkę, zmaganie wierzących na ziemi, bardziej niż cokolwiek innego
mogło tego dokonać.
Po raz pierwszy gorąco pragnąłem opuścić to miejsce pomimo całej jego
chwały po to tylko, aby udać się na najbardziej nawet nudne nabożeństwo
uwielbiające na ziemi. Do głębi przejęty byłem tym, że możemy
rzeczywiście dotknąć serca Ojca. Jedna osoba wielbiąca Ojca na ziemi w
czasie ciemności znaczyła dla Niego więcej niż miliony tych, którzy
wielbili Go w niebie. Z ziemi w owym czasie możemy dotknąć Jego serca
tak, jak być może takiej okazji więcej już mieć nie będziemy! Byłem tym
tak wstrząśnięty, że nie zauważyłem nawet, jak upadłem twarzą ku ziemi.
Potem zapadłem w coś, co przypominało głęboki sen.
Widziałem Boga Ojca. Otaczały Go miliony milionów. Jego chwała była tak
wielka, a moc Jego obecności tak niesamowita, że czułem, iż przy Nim
cała ziemia nie jest większa niż ziarnko piasku.
Kiedyś, gdy w pewnym momencie usłyszałem Jego wyraźny głos, czułem się
tak mały jak atom w porównaniu ze słońcem, lecz kiedy Go zobaczyłem,
stwierdziłem, że słońce w porównaniu z Nim nie przedstawia żadnej
wielkości. Galaktyki wyglądały jak otaczające Go zasłony. Jego szata
utkana była z milionów żywych gwiazd. Wszystko w Jego obecności było
żywe - Jego tron, Jego korona, Jego berło. Wiedziałem, że mógłbym
mieszkać z Nim na zawsze i nigdy nie przestałbym się dziwić; w całym
wszechświecie nie istniał ważniejszy cel niż uwielbiać Go.
Wtem Ojciec skupił się na jednej rzeczy. Całe niebo zamarło i patrzyło.
Patrzył na krzyż. Miłość Syna do Ojca, którą On wciąż wyrażał poprzez
cały swój ból i ciemność, jakie na Niego przyszły, dotknęły Ojca tak
głęboko, że zaczął dygotać. Razem z Nim cała ziemia i niebo zaczęły się
trząść. Kiedy Ojciec zamknął oczy, niebo i ziemia pociemniały. Emocje
Ojca były tak wielkie, że nie sądzę bym mógł wytrzymać, gdybym nieco
dłużej był świadkiem tej sceny.
Nagle znalazłem się w innym miejscu. Przyglądałem się uwielbieniu w małym budynku kościelnym.
Jak to czasami ma miejsce w proroczych doznaniach, odczułem, że wiem
wszystko o wszystkich tam będących. Doświadczyli surowych przeżyć w
życiu, lecz teraz nawet o nich nie myśleli. Nie modlili się o swoje
potrzeby. Wszyscy starali się ułożyć pieśni dziękczynienia dla Pana.
Byli szczęśliwi i radowali się szczerze.
Spojrzałem na niebo, a ono całe płakało. Potem znowu zobaczyłem Ojca i
wiedziałem już, dlaczego ono płacze. Płakali, ponieważ widzieli łzy w
oczach Ojca. Ta mała grupa, pozornie pobitych ludzi przytłoczonych
ciężkimi doświadczeniami, tak głęboko poruszyła Ojca, aż zapłakał. Nie
były to łzy bólu, lecz radości. Kiedy ujrzałem miłość jaką żywił do
tych kilku wielbiących, sam nie mogłem powstrzymać łez.
Żadne inne odczucie nie ujęło mnie tak bardzo jak ta scena. Uwielbienie
Pana na ziemi stało się dla mnie bardziej upragnione niż przebywanie w
chwale niebios. Wiedziałem, że otrzymałem przesłanie, które może pomóc
przygotować świętych na ziemi do walk, które jeszcze nastaną. Teraz
jednak było to dla mnie mniej istotne niż staranie, by przekazać, w
jaki sposób możemy dotknąć serca Ojca. Szczere uwielbienie wyrażone
nawet przez najmniejszych wierzących na ziemi, może sprawić, że całe
niebo rozraduje się, a co więcej może rozczulić serce Ojca. Dlatego
właśnie aniołowie woleli, by powierzono im nadzór nad choćby jednym
wierzącym na ziemi, niż mieć autorytet nad wieloma galaktykami gwiazd.
Zobaczyłem Jezusa stojącego obok Ojca. Widząc radość Ojca patrzącego na
to małe nabożeństwo zwrócił się do mnie i powiedział:
Oto powód, dla którego poszedłem na krzyż. Sprawienie radości Mojemu
Ojcu choćby na chwilę, warte jest tego wszystkiego. Twoje uwielbienie
może sprawiać Mu radość każdego dnia. Twoje uwielbienie w obliczu
trudności porusza Go bardziej niż uwielbienie, które odbiera w niebie.
W tym miejscu, gdzie Jego chwała jest widoczna, aniołowie nie mogą
powstrzymać się od uwielbienia. Kiedy uwielbiasz Go, nie widząc jego
chwały i jesteś wystawiony na próbę, to właśnie jest uwielbienie »w
Duchu i w prawdzie«5.
Ojciec szuka takich czcicieli. Nie marnuj swoich prób. Uwielbiaj Ojca
nie za to, co otrzymasz, lecz aby sprawić Mu radość. Nigdy nie będziesz
tak silny jak wtedy, kiedy sprawiasz Mu radość, gdyż radość Pana jest
twoją siłą6. Znów obok mnie stała Mądrość. Dłuższą chwilę
trwało milczenie, ale ja nie potrzebowałem słów. Pragnąłem, aby moja
dusza nasiąkła. Starałem się zgłębić największe ze wszystkich zajęć,
jakie zostało nam dane, by być czcicielami Ojca. Wobec niego słońce
wyglądało jak atom, a wszystkie galaktyki jak ziarnka piasku. Mimo to
słuchał naszych modlitw, ciesząc się za każdym razem, kiedy na nas
patrzył. Miałem taką pewność, że często płakał nad nami. Był
potężniejszy niż mógł to wyobrazić sobie ludzki umysł i najbardziej
uczuciowy ze wszystkich istot w całym wszechświecie. Możemy dotknąć
Boga! Każda ludzka istota ma moc sprawić Mu radość lub zadać ból.
Wiedziałem o tym z teologii, lecz teraz doświadczyłem tego w taki
sposób, że wszystko inne przestało mieć znaczenie. Nigdy nie będę w
stanie wyrazić tego słowami, ale wiedziałem, że czas jaki jest mi dany
na ziemi, mam spędzić wielbiąc Go. To było jak nowe objawienie.
Rzeczywiście mogłem sprawić Bogu radość! Mogłem przynosić radość
Jezusowi! Zrozumiałem, co Pan miał na myśli, kiedy powiedział, że
właśnie dlatego poszedł na krzyż. Każdej ofiary warte jest to, żeby
choć przez sekundę dotykać Jego serca. Nie chciałem stracić już żadnej
chwili o której wiedziałem, że mogę ją spędzić na uwielbianiu Ojca.
Oczywistym było również, że z im większych trudności i doświadczeń
wychodzi nasze uwielbienie, tym bardziej dotyka to serca Boga. To
sprawiło, że zapragnąłem poddać się próbom, abym w czasie ich trwania
mógł Go uwielbiać.
Czułem się jak Hiob, który powiedział, że wcześniej znał Go tylko ze
słyszenia, kiedy zaś Go ujrzał kajał się w prochu i popiele7.
Przypomniałem sobie Filipa, który tak długo przebywał z Jezusem, a nie
wiedział, że w Nim widzi Ojca. Jakże zdumiewająca musi być dla aniołów
nasza tępota! W tym momencie Mądrość odezwała się ponownie:
"Pamiętaj, że nawet najmniejsi z moich maluczkich mogą dotknąć serca
Ojca i samo to, sprawia, że ich wartość przewyższa każdą cenę. Za
każdego z osobna poszedłbym na krzyż jeszcze raz. Ja również czuję wasz
ból. Znam wasze doświadczenia, ponieważ współuczestniczymy w nich.
Odczuwam ból i radość każdej duszy. Dlatego nieustannie wstawiam się za
wami wszystkimi. Nadejdzie taki czas, kiedy z każdego oka zostaną
otarte łzy. Nadejdzie czas, w którym znowu znana będzie tylko radość.
Do tego czasu każdy ból może być wykorzystany. Nie marnuj swoich prób.
Największe uwielbienie i największy dowód twojej wiary który jest nam
miły to ten, który okazujesz pośród swoich doświadczeń ...
LEGENDA
1) Jezusa; 3) Jezusa; 5) Ewangelia Jana 4,23; 7) Ksiega Hioba 42,6
2) List do Hebrajczyków 12,1; 4) Księga Daniela 7,10; 6) Księga Nehemiasza 8,10
|
|
|