Wybrani, namaszczeni, zawierzeni

motto: zawierzyć tylko Jezusowi

Romantyczny mesjanizm

Pierwsze objawy pojawiły się podczas szwedzkiego potopu, kiedy kraj nękały nie tylko obce wojska, ale też głód, epidemie, zdrady magnatów i szlachty, dezercje z wojska. Polacy dosłownie marli jak muchy. Szacuje się, iż w wyniku działań wojennych ludność Warszawy zmniejszyła si ę o 90 proc. W 1656 r. w katedrze lwowskiej król Jan Kazimierz, z braku lepszego pomysłu, ogłosił Maryję Królową Korony Polskiej. Teraz już nie tylko on i jego następcy, ale też Matka Boska miała odpowiadać za obronę i pomyślność Rzeczypospolitej. Na dwa wieki sprawa przycichła. Polska, mimo zawierzenia, przestała istnieć jako samodzielne państwo i potrzebny był mit, który by to zracjonalizował, choć akurat to słowo raczej zaciemnia niż rozjaśnia obraz. Okazał się nim narodowy mesjanizm, wykreowany przez polskich poetów doby romantyzmu, a zwłaszcza Mickiewicza i Słowackiego.

Kraj, o którym Alfred Jarry pisał w swojej najsłynniejszej sztuce, “rzecz dzieje się w Polsce, czyli nigdzie”, został okrzyknięty “Chrystusem narodów”, bo rzekomo “najwięcej ze wszystkich narodów cierpiał za ludzkość”.

Polska miała cierpieć, lecz nienadaremnie, ale by Europa mogła wznieść się ku wyższym ideałom. Każda przegrana bitwa była dowodem moralnej siły, każdy upadek – znakiem boskiej misji. Rozbiory, powstania i wszelkie katastrofy wpisywały się w narrację, która brak sukcesów wyjaśniała moralną wyższością. Skoro Chrystus cierpiał, Polacy też cierpieli i co gorsza z masochistyczną rozkoszą zanurzali się w tym cierpieniu, bo było wręcz cudowną receptą na bezradność i nicnierobienie. Jak pisał Fredro w 1833 r. “Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba”.

Kontynuacja mitu wybrańców

Mit “Chrystusa narodów”, “Mesjasza Europy”, “przedmurza chrześcijaństwa”, “ofiary dziejów” trwa, choć nie ma uzasadnienia w rzeczywistości, bo polskie klęski, tragedie i cierpienia są przede wszystkim skutkiem popełnionych błędów, zadufania, bezmyślności i narodowego przekonania, że “jakoś to będzie”. Współczesny mesjanizm, choć oczywiście zmodyfikowany, opanował scenę polityczną od prawicy po liberalną centroprawicę. Politycy z lubością powtarzają tylko nieco unowocześnione mity, mówiąc, że “Polska jest wspaniałym krajem, który może być dla Europy źródłem siły i inspiracją” (D. Tusk, 1997), “Polska ma swoją wielką, nadzwyczajną misję w dziejach Europy i świata” (L. Kaczyński, 2006), “Dzisiaj my, Polska, wyznaczamy standardy, idee i propozycje. I te idee są kopiowane przez całą Europę” (M. Morawiecki, 2017), “Polska jest wyjątkowa, Polska jest nadzwyczajna, ma swoje posłannictwo i nie wolno o nim zapomnieć” (J. Kaczyński, 2018), “Polska ma szczególną rolę w Europie” (premier Tusk).

Skrajnym przykładem jest obecna narracja PiS, przedstawiająca Polskę jako ostatnią twierdzę cywilizacji chrześcijańskiej, samotną wyspę w morzu unijnego liberalizmu i genderu. Jedni bez względu na polityczną opcję. Obowiązuje populistyczny, romantyczny mit, głoszący cierpienie Polski i Polaków w imię wyższych racji, a świat tego nie docenia, choć powinien. Negatywne reperkusje Polacy – zamiast sukcesów – celebrują narodowe klęski, jako dowody moralnej siły. Powstania listopadowe i styczniowe, Warszawskie, które zakończyły się masowymi represjami, do dziś są gloryfikowane. Katastrofa smoleńska w narracji politycznej staje się symbolem patriotyzmu i moralnej wielkości. W efekcie narodowe cierpienie jest przetwarzane w kapitał polityczny, a nie w lekcję historii. Polska, zamiast czerpać siłę z realnych osiągnięć, wciąż stawia na poczucie wyjątkowości i cierpienia. Politycy wykorzystują tę narrację, by przykryć niewydolność systemu, służby zdrowia, edukacji czy braku mieszkań. Wychodzi na to, że narodowy mesjanizm jest jednym z najlepszych sposobów na odwrócenie uwagi od realnych problemów.

Mesjanizm jest też groteskowo widoczny w naszej polityce historycznej. Pomniki, tablice, nazwy ulic i placów, rekonstrukcje pałaców, monumentalne projekty odbudowy – wszystko to tworzy obraz narodu, który cierpi za innych, nawet jeśli w gruncie rzeczy cierpi przede wszystkim za własne błędy. Ta teatralność historii sprawia, że narracja o narodzie wybranym staje się niemal farsą: heroizm i ofiara wytłumaczą każdą klęskę, a każdy sukces jest podawany jako wyjątkowy cud. Tak było ze zwycięstwem w 1920 r., okrzykniętym “cudem nad Wisłą”. Poniekąd i z transformacją ustrojową 1989 r., którą przynajmniej Lech Wałęsa łączył z Matką Boską, którą nosił w klapie marynarki. Narodowy mesjanizm wzmacnia też izolację Polski. Europa, patrząc na nasze narracje o moralnej wyjątkowości, często reaguje konsternacją lub ironią. Kiedy polscy politycy opowiadają o “misji cywilizacyjnej”, wzbudzają tylko śmiech. To zresztą ironia losu, że naród, który od wieków walczy o uznanie, sam sobie tworzy obraz ofiary, choć zawsze bohaterskiej. Z błędnej interpretacji historii wynika też odstąpienie od obchodów dnia zwycięstwa nad hitleryzmem. Polska nie obchodzi ani 8, ani 9 maja, a to oznacza dobrowolne wypisanie się z grona zwycięzców, którymi przecież w 1945 r. byliśmy.

Zawierzenia

W Polsce, choć temat zrobił się nieco wstydliwy, kto żyw, dokonuje zawierzenia w zależności od posiadanej władzy (kościelnej lub świeckiej) i jej zakresu terytorialnego. Zawierzenia całej Polski były dokonane kilkakrotnie, być może z powodu nieskuteczności pierwszego i kolejnych aktów. Na Jasnej Górze w Częstochowie prymas Wyszyński w 1956 r. i 1966 r. oddawał Polskę w opiekę Matce Bożej. Miasta i gminy zawierzali biskupi prezydenci burmistrzowie i wójty. Wątpliwego zaszczytu dostąpiło Zakopane(1999) oddając się Niepokalanemu Sercu Maryi a w 2017. – Matce Bożej Fatimskiej; Kraków(2017) – Najświętszemu Sercu Jezusa i Maryi, Poznań(2021) – Maryi, Chełm(2022) – Matce Bożej Chełmskiej.

Napawa pociechą fakt, że Nowy Sącz (2000) został zawierzony Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, natomiast w 2006. prezydent Lech Kaczyński zawierzył Polskę Chrystusowi podczas uroczystości w Świątyni Opatrzności Bożej w W-wie, następnie w 2011. Łódź dostąpiła zaszczytu oddania się Najświętszemu Sercu Jezusowemu a w 2016. w Częstochowie, biskupi ponowili akt zawierzenia kraju – Chrystusowi Królowi.

Nie brakuje zawierzeń instytucjonalnych i zawodowych. Najczęściej odbywają się cyklicznie na Jasnej Górze, jako zwieńczenie pielgrzymek. A że pielgrzymują wszystkie środowiska, pod boską lub świętą opieką są: Wojsko Polskie, Policja, Straż Graniczna, Służba Więzienna, niektóre szpitale i uczelnie, lekarze i pielęgniarki, rolnicy, górnicy, kolejarze … dotychczas uchowali się chyba tylko ateiści.

Smutne wnioski

Polska i Polacy żyją mitem narodu wybranego i już dawno zapomnieli, że to ich wybór. Zamiast czerpać siłę z realnych osiągnięć – rozwoju gospodarczego, kultury, nauki – budują tożsamość na cierpieniu i wyjątkowości. To wygodne dla polityków, bo pozwala przerzucać odpowiedzialność: jeśli coś się nie udaje, to przecież nie dlatego, że rząd zawalił, tylko dlatego, że “Świat jest przeciwko Polsce”. Tymczasem dojrzale rozumiana tożsamość narodowa nie wymaga mesjanizmu. Wystarczy realistyczne spojrzenie na własne możliwości i sukcesy. Zwyczajność nie brzmi dumnie, ale jest zdrowa.

Wystarczy że będzie się sprawnym, demokratycznym państwem które dba o swoich obywateli…

inspired by Joanna Senyszyn


  • Maria– 38:47s (z części DRUGIEJ)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *